Nareszcie się udało!!!

Autonomiczna Sekcja Szybowcowa Aeroklubu Słupskiego

puchacz

 

Po ciężkich trudach i boleściach, całych tygodniach fatalnej pogody nareszcie się udało !!! 🙂 03.09.2011r. doleciałem na lądowisko EPKO w miejscowości Korne….

Do tego przelotu, który był ostatnim warunkiem do Srebrnej Odznaki Szybowcowej, przymierzałem się prawie przez cały sezon i zawsze czegoś zabrakło :-/ Rozpoczęcie sezonu, poranne KTP i pierwsza termika. Pogoda z początku nie wyglądała jakoś rewelacyjnie. Pierwszy strzał Juniorem za wyciągarką. Wycisnąłem ok. 430m wysokości. Rozciągnąłem trochę rundę w kierunku nawietrznej, ale wariometr nawet nie zbliżył się do zera. Zawracam. na pozycji z wiatrem Juniorka trochę podrzuciło 🙂 Jeeest 0,5m/s. Zakładam. Robi się meterek i po kilku okrążeniach centruję w miarę stabilne 1,5m/s. Szybowiec powoli wspina się do góry. Jest pierwszy 1000m wysokości. Komin jeszcze trochę ciągnie ale to już jego agonia. Doskok do następnej chmurki i tu już zdecydowanie lepiej. 2,5 w porywach do 3m/s. Po godzinie podstawy podniosły się do 2200..2400m !!!. Normalnie cud malina 🙂 Tylko, że ja oczywiście bez mapy, bez barografu, bez GPS-a i na dodatek w komórce bateria zdycha więc nie będzie jak o drogę spytać ;-( Lądować żal, bo to pierwsza termika w tym roku, a z windy załapać się trudno. Latam dalej i zachłystuję się wolnością 🙂 Instruktor mnie ściąga na ziemię, bo chce już wracać do domu. Wyszło tego 4h11″. Najlepszy czas w sezonie i niestety pierwszy i ostatni taki ładny termiczny dzień… Nauczka z tego lotu: mapa, GPS, barograf i aparat fotograficzny ma zawsze być w szybowcu bez względu na pogodę.

Kolejna próba… noszenia na poziomie 1..2m/s. Niestety pod dość silny wiatr. No cóż… będzie łatwiej wrócić 🙂 Nad lotniskiem wykręciłem 1100m. Kominy są mocno poszarpane i nie mogę wykręcić się do podstawy. Wyżebrałem 1200m, zgłaszam odejście na trasę. Na przeskoku do następnego komina tracę 400m. Jest noszenie, ale tylko na poziomie 1m/s i poszarpane. Wykręcam z trudem niecałe 1200m i widzę, że jestem praktycznie w tym samym miejscu, z którego zacząłem przeskok 🙁 Wracam na trasę i ostro pod wiatr. Junior ledwie idzie do przodu. Nigdzie nie mogę dokręcić podstawy :-/. Po przeleceniu 24km na zasadzie trzy do przodu dwa do tyłu mam już powoli dosyć. Rozsądek podpowiada aby wracać tym bardziej, że warunki na trasie wydają się być coraz słabsze. Wracam. Po drodze nad Dębnicą Kaszubską wyrósł ładny Cu. Wchodzę pod niego w osi wiatru i czuję ostre kopnięcie. Lewe skrzydło idzie w górę, zakładam i już po dwóch okrążeniach mam scentrowane 3m/s w porywach do 4m/s. Wykręcam podstawę 1380m. Hmmm w zasadzie wróciłem na start, ale jestem pod podstawą. Może mnie jakoś te chmury poniosą. Znowu idę na trasę. Niestety im dalej tym warunki słabsze. Po drodze łapię już tylko „zdechłe jedynki” i niekiedy 1,5m/s. Każde okrążenie spycha mnie do miejsca startu. Walcząc z przeciwnym wiatrem udaje mi się przelecieć ok. 28km ale przede mną nie ma już praktycznie żadnej chmurki. Wysokości ubywa, ale odległości jakoś za bardzo nie przybywa. Domki na ziemi robią się coraz większe i trzeba wracać… Tym razem się nie udało, ale przynajmniej nikt mnie nie musiał ściągać z pola.

W międzyczasie jeszcze dwie próby, które zakończyły się dość szybkim powrotem na ziemię więc nie ma o czym pisać 😉 Bywały też pojedyncze dni dobrej pogody, ale z trójkąta: pogoda + czas wolny + Instruktor – zawsze brakowało jednego wierzchołka 😉

3 września. Pogoda w zasadzie nijaka. W prognozie termika naniesiona i noszenia słabe lub umiarkowane. Ponieważ nasz Wyciągarkowy chciał się tego dnia znaleźć na drugim końcu liny niż zwykle 😉 – latamy za samolotem. Jako, że mam przelot do zrobienia – startuję pierwszy. Nasz poczciwy Gawron ciągnie Juniorka wraz z „zawartością” po pasie 20. Po kilku minutach szukania jakichkolwiek noszeń Holownik wypuszcza mnie w kominie dopiero na wysokości ok. 800m. Rewelacji nie ma 🙁 Centruję 1..1,5m/s, ale dość stabilne. Junior powoli wspina się do podstawy na wysokość 1380m. Początek jest niezły 🙂 Pstrykam fotki i zgłaszam odejście na trasę.

Wiatr jest umiarkowany, głównie boczny i tylko trochę czołowy. Nie pomaga, ale co najważniejsze za bardzo nie przeszkadza. Przeskok po trasie do następnej chmury z utratą niecałych 200m. Znowu spokojne noszenie na poziomie 1m/s. Dochodzę do podstawy na 1300m i widzę, że zepchnęło mnie tylko trochę na północ od trasy. Słyszę przez radio, że z Krępy startuje jeszcze Pirat i Puchacz na termikę nadlotniskową. Dolatuję do jeziora Krzynia. Łapię słabe noszenie. Robię ze dwa okrążenia… eeee… nie ma sensu lecę dalej. W między czasie Koledzy wracający samolotem z Grudziądza, raportują mi przez radio, że warunki na trasie powinny być coraz lepsze. Skoro mam już przyzwoitą wysokość, a po drodze ma być jeszcze lepiej, to nie ma co kombinować tylko rwać do przodu 🙂 Jedna chmurka, druga chmurka i jestem nad Motarzynem. Gałąźnia Wielka i nad nią dwa pulchniutkie Cu 🙂 Grzech byłoby nie skorzystać… Znowu podstawa prawie 1300m. Na celownik biorę jezioro Głębokie. Nad Niepoględziem jedyneczka. Na kierunku południowym wisi ładna chmurka. Lecę do niej, ale to pod wiatr. Nim się doczłapałem chmura się już rozpada. Wracam na trasę. Po drodze dwa kominki i długi przeskok. Dolatuję do rozpadającej się chmury. Jestem w połowie drogi do Kornego. Jest noszenie. Przez radio słyszę, że nad Krępą warunki już siadają i szybowce powoli zbierają się do lądowania. Faktycznie za mną już ani jednej chmurki. Może to i dobrze, bo przynajmniej do łba mi nie strzeli coby wracać 🙂 Nie ma wyjścia, trza iść do przodu. Na półmetku wykręcam 1200m. Kurs na piękne jezioro Jasień.

Na południowym brzegu jeziora centruję jedyneczkę. Z góry widzę miejsca, w których wędkowałem z Synem na początku sierpnia 🙂 Dokręcam pomalutku 1200m. Żukowo, Jamno. Nad Parchowem solidna dwójka. Chyba ktoś w piecu napalił 😉 Przelot 50km mam już pewny !!! Te kilka kilometrów z tej wysokości to bez skrzydeł samym kadłubem… 😉 Tylko gdzie to Korne ? Na trasie coraz więcej lasów. Podkręcam nad jeziorem Mausz. Widzę Kościerzynę, tylko gdzie to lądowisko !?. Lecę dalej po trasie i… jeeeeeest !!! Widzę półokrągły hangar i obok drugi większy. Mam jeszcze 900m wysokości. Niebo jest już czyste. Żadnej sensownej chmurki, tylko górą nadciąga jakiś Ac duszący resztki termiki. Kilkaset metrów niżej widzę biało-niebieskiego Pirata. Znalazł jakieś noszenie. Już mi się nigdzie nie śpieszy więc pokręcę się chwilę razem z nim 🙂 Warunki do lądowania, krąg i ląduję w Kornem z uwagą na odbywające się zawody modelarskie. Na podejściu ładny ślizg i po chwili oponka robi brum, bum, bum po trawiastej płycie lotniska. Uffff… o godzinie 15:12 jestem na ziemi w odległości 58km od miejsca startu 🙂 Lot trwał 2h10″. Spycham szybowiec z pasa i melduję lądowanie. Krótka sesja fotograficzna i pozostaje coś przekąsić w barze Pod Dobrymi Skrzydłami oraz cierpliwie poczekać na ekipę z wózkiem. W międzyczasie oglądam wyczyny modelarzy i zwiedzam okolicę.

Po niecałych trzech godzinkach przyjeżdża moja kochana Gosia dzielnie ciągnąc za samochodem nasz szybowcowy wózek 🙂 Na fotelu pasażera Kolega Waldek z uśmiechem na ustach 🙂 Pora wczesna więc oglądamy przepiękną wystawę zdjęć lotniczej historii tego regionu. Przy okazji wpisuję się na listę zawodników na V Szybowcowe Zawody na Celność Lądowania, które mają się odbyć 10 września. Jeszcze tylko pieczątki na potwierdzenie przelotu i z pomocą kilku Kolegów z Kornego pakujemy Juniora na wózek. Żegnamy się naszymi przemiłymi Gospodarzami i Gosia siada za kierownicą ciągnąc towarzystwo z całą dobrocią inwentarza na lotnisko EPSR. Pod hangar docieramy około 10-tej w nocy, a do domu przed 23-cią. Padam na pysk… Tej nocy spałem jak zabity… może tylko przez sen centrując jakieś kominy 😉

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z przelotu.

Pragnę podziękować wszystkim Koleżankom i Kolegom za trzymanie kciuków i chuchanie na termikę, a w szczególności dziękuję mojej Kochanej Gosi za jej nieziemską cierpliwość i gorący doping.

Pozdrawiam

Grzegorz Kurczyk